|
D. A. F. de SADE
ROZWAŻANIA NAD MORALNOŚCIĄ I WOLNOŚCIĄ CZŁOWIEKA
Jeśli człowiek jest wolny, prawa są konieczne, gdyż sprawiedliwe jest karanie go za zło, jakie wyrządził, mogąc go uniknąć. Jeśli jednak nie jest wolny, jeśli wszystkie jego czyny są następstwem pierwszego impulsu, absolutną koniecznością zależną od organów, krążenia płynów, jednym słowem, jeśli do tego stopnia związane są z fizyką, że wybór nie leży w jego mocy (jak utrzymywało wieku filozofów), wówczas prawa pozostają całkowicie tyrańskie, podłe jest bowiem karanie człowieka za zło, jakiego nie mógł uniknąć.
Wyobraźmy sobie jajko umieszczone na stole bilardowym i dwie kule rzucone przez ślepców. Jedna w swym biegu omija jajko, druga je rozbija. Czy to wina kuli? Czy może właśnie ślepca, który rzucił zgubną dla jajka kulę? "Ślepiec to natura", twierdzą filozofowie wyznający pogląd, że człowiek nie jest wolny, "kule, to my, rozbite jajko zaś, to zbrodnia". Widzicie teraz, czym jest sprawiedliwość praw! Jeśli jednak nie są one w tym przypadku sprawiedliwe, mówi pan d`Alembert, są w każdym razie konieczne. Czcza gadanina! To, co nie jest sprawiedliwe, nie jest bynajmniej konieczne, a wobec tego konieczne jest tylko to, co jest naprawdę sprawiedliwe. Istota prawa leży zresztą w jego sprawiedliwości. Wszelkie prawo, które jest jedynie konieczne, nie będąc sprawiedliwe, jest już tylko tyranią. Konieczność jest dla tyrana wymówką, jedyną racją, jaką może on ubarwić swą niesprawiedliwość. Jednym słowem, każde prawo jest dobre, to znaczy konieczne, o tyle tylko, o ile będzie sprawiedliwe. Trzeba jednak usunąć niegodziwość ze społeczeństwa? Zgoda. Ale nie karać ludzi, ponieważ podlegaliby karze tylko wówczas, gdyby byli winni, a nie są, skoro nie są wolni. Usuńcie ich, skazując na wygnanie, nie zaś na śmierć.
Prawa służą karaniu nieskończonej ilości zbrodni, które pociągają za sobą nieznaczne tylko następstwa i które, prawdę mówiąc, są jedynie drobnymi wykroczeniami przeciw szczęściu społeczeństw. Zaliczają się do niech przede wszystkim te, które uderzają w obyczaje. Tymczasem prawa nie mówią nic o zbrodniach o wiele bardziej realnych, których następstwa są przerażające, takich jak skąpstwo, wiarołomstwo, niewdzięczność, oszustwo itd. Mężczyzna bierze gwałtem dziewczynę: zostaje powieszony. Oto niewątpliwie zło, jego skutkiem jest jednak, szczerze mówić, tylko to, że dziewczyna staje się kobietą, co przecież i tak nastąpić musi wcześniej czy później. Skąpiec pozwala natomiast ginąć obok siebie nieszczęsnej rodzinie, której część zdecyduje się być może na śmierć, by uniknąć straszliwych cierpień, na jakie skazuje nędza, część zaś spróbuje uchronić się przed nimi, dopuszczając się wszelkich zbrodni, prowokowanych przez niedolę. Cóż za pasmo potworności, jakaż plątanina zbrodni staje się następstwem odmowy pomocy ze strony tego skąpca! Co wszakże mu zagraża? Nic.
Mężczyzna, wskutek defektu w strukturze organów bądź też w rezultacie występnego przyzwyczajenia, przedkłada przyjemności własnej płci nad te, zapewne bardziej subtelne i żywe, jakich mogłaby mu dostarczyć istota specjalnie w tym celu stworzona przez naturę: czeka go stos. Zdrajca zaś, który nadużywa zaufania rodziny, rujnuje ją, a swym brakiem rozwagi przywodzi niekiedy wręcz do zguby, pozostaje bezkarny: często nawet rekompensuje mu się straty. Czyż wszelkie proporcje nie ulegają tutaj zachwianiu? I czy nie trzeba uznać, że ta pożałowania godna wyrozumiałość prawa wobec niektórych jego podmiotów, czyni wątpliwą samą sprawiedliwość, a także prawość tych, o których Temida wypowiada się z tak niestosownym pobłażaniem. Skąd się to bierze? Z tego głupiego poszanowania, jakie mamy dla dawnych praw. Pragniemy rzeczywiście zmienić nasze obyczaje, nie ośmielamy się jednak naruszyć praw i słusznie uważamy się za niesprawiedliwych, ponieważ od wieków tacy jesteśmy.
Przełożyli Bogdan Banasiak i Krzysztof Matuszewski
|